„Memu ciału wystarczy
coś wypić i coś zjeść,
trochę pospać na boku czy na wznak…
memu ciału wystarczy
trzydzieści sześć i sześć,
mojej duszy potrzeba znacznie więcej”
– śpiewa w jednej ze swoich piosenek Michał Bajor. Słowa te wyrażają głęboką treść odnoszącą się do naszego życia, a dotyczą dwóch rzeczywistości nim kierujących: potrzeb i pragnień. Zazwyczaj nie rozróżniamy znaczeń tych poszczególnych słów, a nawet używamy je zastępczo. Jednak właśnie w perspektywie dzisiejszych czytań warto zastanowić się ich przesłaniem.
Potrzeba jest oczekiwaniem, które domaga się natychmiastowego spełnienia i urzeczywistnia się w momencie osiągnięcia pożądanego celu czy przedmiotu, np. potrzeba jedzenia, picia, snu… Jest to potrzeba, jaką Izraelici wykazują na pustyni, kiedy mówią: „Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i chleb jadali do sytości” (Wj 16,3). Oni są głodni i opłakują dni, nawet w niewoli, gdy mogli najeść się do syta. To samo dzieje się z tłumem podążającym za Jezusem: „Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości” (J 6,26). Możemy więc dostrzec tu jeszcze jedną cechę odnoszącą się do potrzeb: nawet spełnione, to wciąż są nietrwałe i wciąż powracają niezmienne.
Pragnienie zaś, w przeciwieństwie do potrzeb, nie znika w momencie spełnienia, a raczej wzmaga nowe siły, by podążać w tym kierunku: pragnienie dobra, pokoju, pragnienie miłości czy bycia kochanym albo też pragnienie nieśmiertelności i zbawienia. To jest ta cecha, która różni nas od świata zwierzęcego. I właśnie na ten aspekt życia chce skierować uwagę słuchaczy Chrystus: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy” (J 6,27).
„Głodny chodzę po mieście.
Idę głodny przez życie.
(…) Słyszałem, że Słowo Twoje
jest sytym prawdy miodem.
Przychodzę do Twego domu
człowiek zmęczony głodem”
(M. Skwarnicki, Boże Ciało. Introit).

ks. Tadeusz Golecki